Ulubieńcy listopada

Listopad zakotwiczył się w mojej pamięci jako miesiąc pełen pozytywnych zmian i wydarzeń. Zmiany dotyczą zarówno aspektu psychicznego, jak i fizycznego. Po burzliwym październiku udało mi się trochę odetchnąć (jednocześnie nie zwalniając tempa), poukładać myśli i ustalić priorytety, więcej się uśmiechać i myśleć optymistycznie. Po raz pierwszy w życiu zapisałam się na siłownię, co zaowocowało powrotem do dobrych nawyków po czasie „przestoju”, jakbym to delikatnie nazwała. Brakowało mi ruchu, którego było zdecydowanie za mało podczas poprzedniego miesiąca. Właśnie dzięki tej decyzji powróciłam na stare tory, każdego dnia wstając z nową siłą i zajawką do działania. Były dni, kiedy dziwiłam się sama sobie, mogąc sprostać wielu zadaniom, jednocześnie dbając o posiłki, większą ilość snu. Godziłam uczelnię, prowadzenie bloga, Instagrama i samorozwój. Jednym słowem – zadbałam o siebie 🙂

Nie mogę również nie wspomnieć o konkursach i bonach, które wygrałam w tym miesiącu. A były ich aż trzy!

Od dziecka lubiłam brać w nich udział, ale będąc nastolatką, zazwyczaj nie chciało mi się o coś postarać. To się zmieniło, kiedy poszłam na studia. Na początku sama sobie kibicowałam, mówiąc „usiądź, napisz, pomyśl kreatywnie”. I faktycznie – skutkowało! Gdybym miała wszystko zebrać w całość, wygrałam już wiele. Oczywiście nie są to tak wartościowe rzeczy, jak telefon czy samochód, ale to bardzo miłe, kiedy Twoje starania są doceniane. Nie piszę tego po to, by się chwalić! Chcę Was zachęcić do brania udziału w konkursach – naprawdę warto! Mówię głównie o tych, w których musicie dać coś od siebie, stworzyć, zrobić zdjęcie, napisać. Mnóstwo razy się nie udaje, ale w końcu przyjdzie ten moment, kiedy będziesz skakać z radości lub się po prostu uśmiechniesz, bo wygrasz 🙂

Małe rzeczy, a cieszą i potrafią wnieść do życia jeszcze więcej radości. Szukaj na stronach internetowych, na fanpage’ach, na Facebooku, na Instagramie, w gazetach. Sęk w tym, by nie załamywać się przegranymi, nawet jeśli włożyliśmy w naszą pracę całe serce. Prędzej czy później, karma wraca.

Nie przedłużam już, bo długa lista przed Wami 🙂

POMELO

Największy owoc cytrusowy, z poczwórną dawką witaminy C, którą może dać popularna cytryna. Zbierałam się od dwóch lat, żeby spróbować, aż w końcu kupiłam i.. przepadłam! Ze wszystkich cytrusów pomelo stało się moim faworytem. Nie pryska, łatwo się obiera, jest soczysty, jednocześnie twardy i raczej słodki niż gorzki. Po prostu pyszny! Jeśli jeszcze nie próbowałeś/-aś, koniecznie leć do sklepu, bo sezon niedługo się kończy.

Pomelo
Cherimoya

CHERIMOYA

Kolejny owoc, który skradł moje serce! Połączenie budyniu, gruszki, banana i jabłka… coś wspaniałego. Kiedy zobaczyłam ją w pobliskiej Biedronce, od razu wiedziałam, że muszę spróbować. Tym bardziej, że wcześniej nie widziałam w żadnym sklepie. Pełna minerałów, witaminy C, E i tych z grupy B. Jest słodka, delikatna i przepyszna – idealna dla wszystkich miłośników słodkich owoców 🙂

KOKOSOWE KRÓWKI

Rossman już jakiś czas temu wprowadził wegańskie krówki, ale spróbowałam tylko tych o smaku toffee, kakaowe mnie nie przekonały. Niedawno znalazłam kokosowe, i to w cenie 7,99 zł. Niektóre kruche, niektóre ciągnące się. Skład super, bez żadnych tajemniczych nazw. Naprawdę polecam, jeśli ktoś szuka zdrowszej alternatywy słodyczy.

Krowki kokosowe
Czipsy warzywne

CHIPSY WARZYWNE

Również takie o dobrym składzie, czyli warzywa 64% (marchew, pasternak, burak, batat), 35% olej roślinny i 1% sól. Są super kruche, tak jak zwykłe chipsy. Jednocześnie smaczne i aromatyczne. Znalezione w Lidlu za 4,99zł. Pojawiają się od czasu do czasu, dlatego jeśli na nie wpadniecie – spróbujcie. Mój chłopak powiedział, że kupi sobie kilka zamiast zwykłych chipsów… to chyba o czymś świadczy 🙂

JOGURTY YOYA

Na te z kolei trafiłam w sklepie Piotr i Paweł. Wiem, że właśnie czasami pojawiają się na półkach tego sklepu różne produkty, które są sprowadzane z innych krajów, takie, jak jogurty kokosowe. Nie powiem, że cena zachęca, ale z drugiej strony – wolę kupić i się przekonać, czy są jej warte (w przedziale 5,19-6,99 zł). Po spróbowaniu mogę śmiało powiedzieć, że nie żałuję. Świetna alternatywa dla nabiału.

Jogurty Yoya
Regina Brett

SPOTKANIE Z REGINĄ BRETT

Pierwszy raz w życiu miałam okazję być na spotkaniu z autorką książki, która jest dla mnie bardzo ważna. A właściwie cała seria, czyli „Bóg nigdy nie mruga”, „Jesteś cudem”, „Bóg zawsze znajdzie ci pracę” oraz nowa, którą kupiłam przed samym spotkaniem – „Kochaj”. To co innego, kiedy widzisz autorkę, która pisze powieści obyczajowe, romansidła czy kryminały, a kiedy widzisz kobietę, która w swojej twórczości wylewa na papier swoje życie, problemy, smutki, radości, doświadczenie i daje innym nadzieję. Nie raz wywołała na moich ustach uśmiech, a najlepsze fragmenty tekstu są stale przeze mnie zaznaczane i czytane co jakiś czas, by przypomnieć sobie, że życie jest piękne i wartościowe. To książka nie tylko dla wierzących. Polecam każdemu.

"BREAKING BAD"

Pewnie wielu z Was już ten serial dawno oglądnęło, ale ja dopiero w wakacje się za niego zabrałam (w towarzystwie chłopaka, który oglądał po raz drugi) i niedawno skończyłam. Były odcinki, od których nie mogłam oderwać oczu, ale i takie, po których musiałam ponownie oglądać pół odcinka, bo zapomniałam, o czym był. Jednak ostatecznie muszę stwierdzić – to nie był stracony czas. Mogę śmiało polecić serial wszystkim, którzy jeszcze nie oglądali. Jest po prostu „inny”. Trzyma w napięciu, kiedy trzeba, pozostawia uczucie ciekawości i pokazuje dobrą grę aktorską. Szkoda jedynie, że się skończyło – tak jak to z serialami bywa 🙂

Breaknig Bad
Listy do M 3

"LISTY DO M 3"

Stało się już tradycją, że wizyta w kinie na tym właśnie filmie jest “wstępem” do świątecznego oczekiwania. Tak było i tym razem – wyszłam wzruszona i uśmiechnięta, bo po prostu coraz bliżej okres, który kocham całym sercem 🙂

MUZYKA

  • Alice Merton – Roots
  • Sia – Santa’s Coming for Us

Co około dwa miesiące stwarzam sobie nową playlistę na Spotify i słucham aż do znudzenia, tak w kółko. Te dwie piosenki jednak są idealnym podsumowaniem całego miesiąca. I mimo, że Sia przeznaczyła swoją piosenkę na okres świąteczny, słuchałam jej tyle od około 2 tygodni, że może się podpisać pod listopadem.

Jacy byli Wasi ulubieńcy w tym miesiącu? Co Wam przypadło najbardziej do gustu? Podzielcie się tym! 🙂

Udostępnij:

One Comment

  1. Candy Pandas

    Gratulujemy wygranych w konkursach 😀
    Pomelo to też nasz ulubiony owoc o tej porze roku 🙂 Ostatnio w Lidlu kupiłyśmy czerwone pomelo i o mamo jakie ono było dobre!
    Na cherimoye też się skusiłyśmy w Biedrze, wydałyśmy na ten malutki owoc 10 zł i szczerze to szału na nas nie zrobił :/ Wolałybyśmy kupić pomelo 😛
    A te krówki są mega! Uwielbiamy je a najbardziej zasmakowały nam żurawinowe, choć wszystkie są pycha 😀
    Te chipsy też kiedyś jadłyśmy i są smaczne a najchętniej wyjadałyśmy buraczki 😀

Dodaj komentarz